🇬🇧 🇵🇱

Rozdział I

W Piekle nie było pór dnia ani czasu nocy. Brakowało słońca, które mogłoby wyznaczać typowy dla ludzkich spraw cykl, a on, pomimo upływu lat, wciąż jeszcze do tego nie nawykł. Tam, skąd pochodził, godzinę wyznaczał kąt padania światła.
Ale tego miejsca, gdzie dorastał i gdzie rządził, nie było od eonów.
Teraz, po tych wszystkich wojnach, siedział w obskurnym, zapomnianym przez administrację Lucyfera pokoiku i palił kolejnego już papierosa rozważając, co powinien zrobić dalej. Póki co był tutaj bezpieczny, a dla takich jak on – gdyby inni tacy kiedykolwiek istnieli – znaczyło to bardzo dużo.
Tiramis odgarnął kosmyk włosów w kolorze dojrzałej pszenicy za ucho i zaciągnął się porządnie, a potem wręczył potężnie zbudowanemu mężczyźnie woreczek złota.
– Idź. Niech przyjdą Moi – rozkazał oschle. Wyrzucił niedopałek na podłogę i przydeptał go czubkiem ciężkiego, wysokiego glana, wcierając czarny popiół w niegdyś całkiem kosztowny i ładny dywan.
Źle robisz. Nie zadbasz tak o swoje pieniądze.
Słyszał go wyraźnie, doskonale wręcz; lepiej nawet, niż gdy widzieli się ostatnio twarzą w twarz. Gdyby pozostali też go słyszeli, sytuacja znacznie by się uprościła. A jeśli nie, to przynajmniej nie braliby go za wariata. Nie żeby nim nie był, co to, to nie – ale akurat Wszechmogący naprawdę do niego mówił.
Robił to prawie tak długo, jak Tiramis oddychał, z krótką przerwą na czas, kiedy Staruszek postanowił wejść pomiędzy nich obleczony w materię. Chciał przedstawić się wszystkim zainteresowanym, sprowadzić prawdziwą wojnę, rozpacz i chaos. Tiramis nie mógł powiedzieć, że mu w tym nie pomógł – był ostatecznie jego synem, samym bogiem wspomnień – choć to za bardzo nie poprawiało sytuacji. Staruszkowi zależało tylko na własnych sprawach, nie na nim. Z wzajemnością zresztą.
– Przeżyję stratę tych kilku milionów. Potrzebuję jedynie informacji – oświadczył lodowato.
Nie chcę mówić, że to głupie, ale masz mnie. Mogę ci opowiedzieć o wszystkim.
– Potrzebuję faktów i ich potwierdzenia. Nie twoich wynurzeń – odparł i poprawił ciężką skórzaną kurtkę na chudych ramionach, słysząc, że drzwi znów się otwierają.

Wejdź do świata, gdzie bogowie palą papierosy, a Piekło jest biurem. Dzieci Chaosu czekają.
– Jesteście wreszcie – syknął, patrząc na mężczyzn o aparycji tak przeraźliwie przeciętnej, że spamiętanie ich twarzy wydawało się zadaniem niemal niemożliwym. – Co mi przynosicie?
– Cintron upada – uśmiechnął się jeden z nich. – Nastroje są rewolucyjne. Potrzeba im jedynie broni i przywódcy.
– Tutaj demony coś knują, ale wciąż nie ustaliliśmy, co – dodał drugi.
– Księżniczka Ksira została pojmana i zbiegła – ciągnął trzeci z nich. Tiramis drgnął, gestem dłoni powstrzymując kolejnych przed mówieniem.
– Opowiedz – rozkazał.
– Kapłanki jej zakonu pojmały ją i zażądały dobrowolnej dymisji z tronu. Uciekła, zachowując wszelkie prawa, ale jeśli szybko nie wróci, osądzą ją pod zarzutem dezercji – szpieg wyprostował się, ewidentnie z siebie zadowolony. Wiedział przecież, że gdyby jego pan zechciał sięgnąć po koronę Niebios, właśnie podawał mu ją na tacy.
– Gdzie jest? – dopytał bóg wspomnień, wyjmując kolejnego papierosa i odpalając go płomieniem wystrzelonym z czubka palca.
– Nie wiem – odpowiedział tamten. Tiramis zaciągnął się mocno, a potem powoli wypuścił dym, nie odrywając czerwonych oczu od faceta.
– Co znaczy: „nie wiesz”? Płacę ci tyle, że powinieneś wiedzieć nawet, jaki ma kolor bielizny – burknął w końcu.
– Przepraszam, ale była za szybka… Zgubiliśmy ją.
– Znaleźć i dowiedzieć się, co zamierza dalej. – Skinął na pierwszego z nich. – Nic więcej mnie dziś nie obchodzi. A wasza dwójka… – urwał, patrząc to na drugiego, to na trzeciego w szeregu. – Módlcie się. Może to was ocali.
– Ale ja… ja przyniosłem informacje – jęknął trzeci, ten, który opowiadał o Pani Niebios.
– Niepełne. Wiesz, co mogę z nimi zrobić?
– Nie.
– Nie wiesz, bo ja też nie. Nie pomogę jej, do tego potrzeba danych i nie mogę zaatakować z tego samego powodu. Wszyscy wyjdźcie, ale to już. I na przyszłość… o tego typu zdarzeniach chcę być informowany natychmiast, nawet gdy nie wzywam – warknął nim wyszli.Wejdź do świata, gdzie bogowie palą papierosy, a Piekło jest biurem. Dzieci Chaosu czekają.
Miałeś rację. Obalono królową.
– Ja zawsze mam rację. Czasem tylko trochę za wcześnie albo za późno. Ona potrzebuje pomocy – odparł.
Chciałbyś mnie posłać? Nie pójdziesz tam chyba sam, prawda?
Tiramis wyrzucił wciąż palącego się papierosa w kąt pokoju i nalał wina do kieliszka, który zostawił tu wcześniej.
– Poszedłbym, ale… nie wiem, czy powinienem. Mam Belzebuba i Lucyfera w garści, dokładnie tak, jak chciałeś, ale Ksira to coś innego. Nie chcę, żebyś tam szedł, ona ma dość problemów bez ciebie. Lepszy byłby ten ochroniarz Belza, naiwny Arod. W końcu i tak wisi mi kasę, to uczciwy interes. Nie musiałaby wtedy wiedzieć, że to ja.
A niby kto? Domyśli się, jest sprytna.
Wolałby, żeby się nie domyśliła. Nie miał u niej dobrej opinii – a w zasadzie u nikogo. Ciężko byłoby taką mieć, spełniając żądania Wszechmogącego Księcia Ciemności. Tiramis nie miał jednak wielkiego wyboru, więc przynajmniej starał się dobrze bawić. Gdyby nie wiedziała, gdyby dało się ukryć jego udział w tym wszystkim, łatwiej byłoby jej przyjąć pomoc.
– Wyślę broń i jakiegoś chłopca na Cintron. Powiesz mi, co knują demony? – zapytał, unosząc kieliszek do ust.
Nie. Ale to demony, więc pewnie nic dobrego. Chichot.
Ciężko było mu wziąć kolejny oddech. Znów się odzywało, zżerało go po kawałeczku. Zerknął na zamknięte drzwi, po czym sięgnął do kieszeni po proszki. Podzielił je ostrożnie na kreski i wyjął jeden ze świstków Pergaminu Demonów, by go zrolować i wciągnąć to, co sobie przygotował. Trochę haju nie powinno w niczym przeszkodzić.
Boli cię?
– Po czym się domyśliłeś? Zaraz zwymiotuję, a to raczej nie przystoi władcy – mruknął bardziej do siebie niż do niego, zwijając w palcach pergamin.
Cztery kreski. Mniej więcej tyle, ile zabiłoby przeciętnego człowieka, i o kilka za mało, żeby on sam odleciał na długo. Odchylił głowę; długie włosy rozsypały mu się na plecach, a on sam przymknął oczy. Był senny, zmęczony i potrzebował odpoczynku, ale nie było na to czasu ani warunków. Nie wierzył w swoje bezpieczeństwo na tyle, by pozwolić sobie zasnąć.
Popij winem, wtedy pomoże. Jak zawsze.
Posłusznie wlał w siebie to, co zostało, i poczekał, aż ból i zmęczenie ustąpią, zostawiając na ustach paskudnie gorzki posmak chemii i nieco zbyt mocno wirujący obraz.
– Kiedyś to przestanie pomagać.
Jeszcze działa.
– Gdzie jest Lissi? – zaryzykował, choć wiedział doskonale, co usłyszy.
Pewnie w jakimś burdelu, jak to dziwka.
– Pytam poważnie. Gdzie jest? Moi szpiedzy nic o niej nie wiedzą, choć posłałem czterech. To więcej, niż pilnuje Ksiry.
Wiem. Żadna ich ilość nie sprawi, że ją znajdziesz, bo nie jest ci potrzebna. Możesz zająć się dla odmiany Ispis. To byłaby dziewczyna dla ciebie.
– To dziewczyna Belzebuba i nie zamierzam tego zmieniać. Jeśli przestanie mnie lubić, to przestanie też udawać, że nie widzi tego, co robię i Lucyfer wpakuje mnie do lochów.
Weź jeszcze jedną działkę i sprawdź, czy obaj odgrywają już swoje role.
– Nie chcę tego robić. To, co planujesz, nie ma prawa się wydarzyć. Nie zasłużyli.
Zasłużą, zobaczysz, synu. Powinieneś pozbyć się tego sumienia, które ostatnio odkopałeś i posprzątałeś. Przeszkadza ci.
Na to już nie odpowiedział. Nie planował pozwolić na to wszystko, co miało nadejść. Nie po raz kolejny i nie teraz, gdy wreszcie znał stawkę. Rozłożył jednak proszki i wlepił spojrzenie w blat stołu. W tej chwili nie było go stać na sprzeciw.

Chapter I

In Hell, there were no seasons, no days, no nights. It lacked a sun to mark the cycle typical of human affairs, and despite the passing years, he still hadn't grown used to it. Where he came from, the hour was dictated by the angle of the light. But that place—where he grew up and where he ruled—had been gone for eons. Now, after all those wars, he sat in a cramped office lost in the administrative shuffle of Lucifer’s bureaucracy, smoking yet another cigarette and weighing his next move. For the time being, he was safe here, and for someone like him—if others like him had ever existed—that meant everything.

Tiramis tucked a lock of wheat-colored hair behind his ear and took a long, deep drag. Then, he handed a heavy pouch of gold to a burly man. "Go. Send in My Own," he commanded curtly. He dropped the cigarette butt and crushed it with the toe of his heavy, knee-high combat boot, grinding the black ash into a carpet that had once been quite expensive and fine.

You’re making a mistake. You won't look after your wealth that way.

He heard him clearly, perfectly even; better than when they had last met face to face. If the others could hear him too, things would be much simpler. At the very least, they wouldn’t take him for a madman. Not that he wasn’t—far from it—but the Almighty really was speaking to him. He had been doing it for almost as long as Tiramis had been breathing, with a brief interruption when the Old Man decided to step between them, clad in matter. He wanted to introduce himself to anyone interested, to bring about true war, despair, and chaos. Tiramis couldn’t say he hadn’t helped—he was, after all, his son, the god of memories himself—though that didn’t exactly improve the situation. The Old Man only cared about his own affairs, not about him. The feeling was mutual.

"I’ll survive the loss of a few million. I only need information," he stated icily.

I don’t want to call it stupid, but you have me. I can tell you everything.

"I need facts and confirmation. Not your ramblings," he replied, adjusting the heavy leather jacket on his thin shoulders as he heard the door open again.

Ilustracja koncepcyjna postaci Tiramisa z serii Dzieci Chaosu, autorstwa Elżbiety „Etery” Wancław-Chłopik. Postać siedzi w głębokim, brązowym skórzanym fotelu w pozie dominującej, z szeroko rozstawionymi nogami. Tiramis ma długie, gęste włosy w kolorze dojrzałej pszenicy, które opadają mu na plecy i ramiona. Jego twarz ma drapieżny wyraz: złote, niemal czerwone oczy patrzą z wyższością, a na ustach błąka się lekki uśmiech odsłaniający kły. W kąciku ust trzyma palącego się papierosa. Bohater ubrany jest w czarną, dopasowaną skórzaną kurtkę z ćwiekami na naramiennikach, ciemny t-shirt z nadrukiem czaszki oraz granatowe spodnie wpuszczone w wysokie, czarne glany z licznymi klamrami. Na jego dłoniach widoczne są liczne złote i czarne sygnety. Wokół postaci unoszą się gęste, stylizowane kłęby fioletowego i purpurowego dymu, które kontrastują z tłem. Tło stanowi mroczny gabinet z bogato zdobioną, niebiesko-fioletową tapetą w ornamenty, drewnianą boazerią oraz fragmentem regału z książkami. W prawym dolnym rogu znajduje się sygnatura autorki „ETERA”. Całość utrzymana w estetyce mrocznego fantasy, grimdark i dark academia.

"You’re here at last," he hissed, looking at the men whose appearance was so hauntingly average that remembering their faces seemed an impossible task. "What do you bring me?"

"Cintron is falling," one of them smirked. "The mood is revolutionary. They need only weapons and a leader."

"The demons here are plotting something, but we have yet to determine what," the second one added.

"Princess Ksira has been captured and has fled," the third continued. Tiramis flinched, silencing the others with a sharp gesture of his hand.

"Tell me," he commanded.

"The priestesses of her order seized her and demanded her voluntary abdication from the throne. She escaped, retaining all her rights, but if she does not return soon, they will try her for desertion." The spy straightened up, evidently pleased with himself. He knew that if his master wished to reach for the crown of the Heavens, he was practically handing it to him on a silver platter.

"Where is she?" the god of memories demanded, taking out another cigarette and lighting it with a flame flickering from his fingertip.

"I don't know," the man replied. Tiramis took a long drag and then slowly exhaled the smoke, his red eyes fixed on the man.

"What do you mean, 'you don't know'? I pay you enough that you should know even the color of her underwear," he finally grunted.

"I’m sorry, but she was too fast... We lost her."

"Find her and find out what she intends to do next." He gestured to the first man. "Nothing else concerns me today. As for the two of you..." He trailed off, looking from the second to the third in line. "Pray. Maybe that will save you."

"But I... I brought information," the third one moaned—the one who had spoken of the Sovereign of the Heavens.

"Incomplete. Do you know what I can do with it?"

"No."

"You don't know, because neither do I. I can't help her without data, and I can't attack for the same reason. Everyone, out. Now! And in the future... I want to be informed of such events immediately, even if I haven't summoned you," he growled before they left.Ilustracja przedstawiająca Tiramisa, boga wspomnień, siedzącego w gabinecie. Perspektywa zza pleców dwóch strażników, których ciemne sylwetki z kaburami na broń przy pasach obramowują kadr po lewej i prawej stronie. Tiramis siedzi w oddali na czerwonej, skórzanej kanapie, z jedną nogą założoną na drugą. Ma długie blond włosy, nosi czarną skórzaną kurtkę, naszyjniki i wysokie czarne glany z klamrami sięgające kolan. Jego głowa jest lekko odchylona do tyłu, a wzrok zmęczony. Nad nim i wokół niego unoszą się kłęby fioletowego, eterycznego dymu. W tle za bohaterem znajduje się wysoki regał wypełniony książkami oraz ściana z bogato zdobioną tapetą w niebiesko-fioletowe wzory. Na pierwszym planie widać fragment ciemnego, drewnianego stołu. W prawym dolnym rogu widnieje sygnatura „ETERA”. Styl grafiki to dark fantasy z elementami grimdark i nowoczesnej mafii.

You were right. The queen has been toppled.

"I’m always right. Sometimes just a little too early or too late. She needs help," he replied.

Would you like to send me? Surely you aren't going there yourself, are you?

Tiramis tossed his still-burning cigarette into the corner of the room and poured wine into a glass he had left there earlier.

"I would go, but... I don't know if I should. I have Belzebub and Lucifer in my pocket, exactly as you wanted, but Ksira is something else. I don't want you going there; she has enough problems without you. Belz’s guard, that naive Arod, would be better. He owes me money anyway, so it’s a fair trade. She wouldn't even have to know it was me."

And who else? She’ll figure it out; she’s clever.

He’d prefer she didn’t. He didn't have a good reputation with her—or with anyone, for that matter. It was hard to maintain one while fulfilling the demands of the Almighty, the Prince of Darkness. Tiramis didn't have much of a choice, though, so he at least tried to find some amusement in it. If she didn't know, if his involvement could remain hidden, it would be easier for her to accept the help.

"I’ll send weapons and some boy to Cintron. Will you tell me what the demons are plotting?" he asked, raising the glass to his lips.

No. But they are demons, so likely nothing good. A chuckle.

It was getting harder for him to take another breath. The sickness was acting up again, eating him away piece by piece. He glanced at the closed door, then reached into his pocket for the powders. He carefully divided them into lines and took a scrap of Parchment of Demons, rolling it up to snort what he had prepared. A little high shouldn't interfere with anything.

Does it hurt?

"How did you guess? I’m about to vomit, which hardly befits a ruler," he muttered more to himself than to him, rolling the parchment between his fingers.

Four lines. Roughly enough to kill an average human, and a few too few for him to drift away for long. He tilted his head back; his long hair spilled over his back as he closed his eyes. He was drowsy, exhausted, and needed rest, but there was neither time nor safety for it. He didn't trust his security enough to allow himself to fall asleep.

Wash it down with wine, it’ll help then. Like always.

He obediently gulped down what was left and waited for the pain and fatigue to recede, leaving a foully bitter chemical aftertaste on his lips and a world that spun just a bit too fast.

"One day, this will stop helping."

It’s still working.

"Where is Lissi?" he ventured, though he knew exactly what he would hear.

Probably in some brothel, like the whore she is.

"I’m asking seriously. Where is she? My spies know nothing of her, though I sent four. That’s more than are watching Ksira."

I know. No amount of them will help you find her, because you don’t need her. You could occupy yourself with Ispis for a change. Now, there’s a girl for you.

"She’s Belzebub’s girl, and I don't intend to change that. If he stops liking me, he’ll stop pretending not to see what I’m doing, and Lucifer will throw me into the dungeons."

Take another dose and see if they are both playing their parts yet.

"I don’t want to do this. What you’re planning has no right to happen. They didn’t deserve it."

They will, you’ll see, my son. You should get rid of that conscience you’ve recently dug up and dusted off. It’s getting in your way.

He didn't answer that. He didn't plan to allow everything that was to come. Not again, and not now when he finally knew the stakes. Yet, he laid out the powders and fixed his gaze on the tabletop. At this moment, he couldn't afford to resist.

Rozdział I

W Piekle nie było pór dnia ani czasu nocy. Brakowało słońca, które mogłoby wyznaczać typowy dla ludzkich spraw cykl, a on, pomimo upływu lat, wciąż jeszcze do tego nie nawykł. Tam, skąd pochodził, godzinę wyznaczał kąt padania światła. Ale tego miejsca, gdzie dorastał i gdzie rządził, nie było od eonów. Teraz, po tych wszystkich wojnach, siedział w obskurnym, zapomnianym przez administrację Lucyfera pokoiku i palił kolejnego już papierosa rozważając, co powinien zrobić dalej. Póki co był tutaj bezpieczny, a dla takich jak on – gdyby inni tacy kiedykolwiek istnieli – znaczyło to bardzo dużo. Tiramis odgarnął kosmyk włosów w kolorze dojrzałej pszenicy za ucho i zaciągnął się porządnie, a potem wręczył potężnie zbudowanemu mężczyźnie woreczek złota. – Idź. Niech przyjdą Moi – rozkazał oschle. Wyrzucił niedopałek na podłogę i przydeptał go czubkiem ciężkiego, wysokiego glana, wcierając czarny popiół w niegdyś całkiem kosztowny i ładny dywan. Źle robisz. Nie zadbasz tak o swoje pieniądze. Słyszał go wyraźnie, doskonale wręcz; lepiej nawet, niż gdy widzieli się ostatnio twarzą w twarz. Gdyby pozostali też go słyszeli, sytuacja znacznie by się uprościła. A jeśli nie, to przynajmniej nie braliby go za wariata. Nie żeby nim nie był, co to, to nie – ale akurat Wszechmogący naprawdę do niego mówił. Robił to prawie tak długo, jak Tiramis oddychał, z krótką przerwą na czas, kiedy Staruszek postanowił wejść pomiędzy nich obleczony w materię. Chciał przedstawić się wszystkim zainteresowanym, sprowadzić prawdziwą wojnę, rozpacz i chaos. Tiramis nie mógł powiedzieć, że mu w tym nie pomógł – był ostatecznie jego synem, samym bogiem wspomnień – choć to za bardzo nie poprawiało sytuacji. Staruszkowi zależało tylko na własnych sprawach, nie na nim. Z wzajemnością zresztą. – Przeżyję stratę tych kilku milionów. Potrzebuję jedynie informacji – oświadczył lodowato. Nie chcę mówić, że to głupie, ale masz mnie. Mogę ci opowiedzieć o wszystkim. – Potrzebuję faktów i ich potwierdzenia. Nie twoich wynurzeń – odparł i poprawił ciężką skórzaną kurtkę na chudych ramionach, słysząc, że drzwi znów się otwierają.

Wejdź do świata, gdzie bogowie palą papierosy, a Piekło jest biurem. Dzieci Chaosu czekają.

– Jesteście wreszcie – syknął, patrząc na mężczyzn o aparycji tak przeraźliwie przeciętnej, że spamiętanie ich twarzy wydawało się zadaniem niemal niemożliwym. – Co mi przynosicie? – Cintron upada – uśmiechnął się jeden z nich. – Nastroje są rewolucyjne. Potrzeba im jedynie broni i przywódcy. – Tutaj demony coś knują, ale wciąż nie ustaliliśmy, co – dodał drugi. – Księżniczka Ksira została pojmana i zbiegła – ciągnął trzeci z nich. Tiramis drgnął, gestem dłoni powstrzymując kolejnych przed mówieniem. – Opowiedz – rozkazał. – Kapłanki jej zakonu pojmały ją i zażądały dobrowolnej dymisji z tronu. Uciekła, zachowując wszelkie prawa, ale jeśli szybko nie wróci, osądzą ją pod zarzutem dezercji – szpieg wyprostował się, ewidentnie z siebie zadowolony. Wiedział przecież, że gdyby jego pan zechciał sięgnąć po koronę Niebios, właśnie podawał mu ją na tacy. – Gdzie jest? – dopytał bóg wspomnień, wyjmując kolejnego papierosa i odpalając go płomieniem wystrzelonym z czubka palca. – Nie wiem – odpowiedział tamten. Tiramis zaciągnął się mocno, a potem powoli wypuścił dym, nie odrywając czerwonych oczu od faceta. – Co znaczy: „nie wiesz”? Płacę ci tyle, że powinieneś wiedzieć nawet, jaki ma kolor bielizny – burknął w końcu. – Przepraszam, ale była za szybka… Zgubiliśmy ją. – Znaleźć i dowiedzieć się, co zamierza dalej. – Skinął na pierwszego z nich. – Nic więcej mnie dziś nie obchodzi. A wasza dwójka… – urwał, patrząc to na drugiego, to na trzeciego w szeregu. – Módlcie się. Może to was ocali. – Ale ja… ja przyniosłem informacje – jęknął trzeci, ten, który opowiadał o Pani Niebios. – Niepełne. Wiesz, co mogę z nimi zrobić? – Nie. – Nie wiesz, bo ja też nie. Nie pomogę jej, do tego potrzeba danych i nie mogę zaatakować z tego samego powodu. Wszyscy wyjdźcie, ale to już. I na przyszłość… o tego typu zdarzeniach chcę być informowany natychmiast, nawet gdy nie wzywam – warknął nim wyszli.Wejdź do świata, gdzie bogowie palą papierosy, a Piekło jest biurem. Dzieci Chaosu czekają. Miałeś rację. Obalono królową. – Ja zawsze mam rację. Czasem tylko trochę za wcześnie albo za późno. Ona potrzebuje pomocy – odparł. Chciałbyś mnie posłać? Nie pójdziesz tam chyba sam, prawda? Tiramis wyrzucił wciąż palącego się papierosa w kąt pokoju i nalał wina do kieliszka, który zostawił tu wcześniej. – Poszedłbym, ale… nie wiem, czy powinienem. Mam Belzebuba i Lucyfera w garści, dokładnie tak, jak chciałeś, ale Ksira to coś innego. Nie chcę, żebyś tam szedł, ona ma dość problemów bez ciebie. Lepszy byłby ten ochroniarz Belza, naiwny Arod. W końcu i tak wisi mi kasę, to uczciwy interes. Nie musiałaby wtedy wiedzieć, że to ja. A niby kto? Domyśli się, jest sprytna. Wolałby, żeby się nie domyśliła. Nie miał u niej dobrej opinii – a w zasadzie u nikogo. Ciężko byłoby taką mieć, spełniając żądania Wszechmogącego Księcia Ciemności. Tiramis nie miał jednak wielkiego wyboru, więc przynajmniej starał się dobrze bawić. Gdyby nie wiedziała, gdyby dało się ukryć jego udział w tym wszystkim, łatwiej byłoby jej przyjąć pomoc. – Wyślę broń i jakiegoś chłopca na Cintron. Powiesz mi, co knują demony? – zapytał, unosząc kieliszek do ust. Nie. Ale to demony, więc pewnie nic dobrego. Chichot. Ciężko było mu wziąć kolejny oddech. Znów się odzywało, zżerało go po kawałeczku. Zerknął na zamknięte drzwi, po czym sięgnął do kieszeni po proszki. Podzielił je ostrożnie na kreski i wyjął jeden ze świstków Pergaminu Demonów, by go zrolować i wciągnąć to, co sobie przygotował. Trochę haju nie powinno w niczym przeszkodzić. Boli cię? – Po czym się domyśliłeś? Zaraz zwymiotuję, a to raczej nie przystoi władcy – mruknął bardziej do siebie niż do niego, zwijając w palcach pergamin. Cztery kreski. Mniej więcej tyle, ile zabiłoby przeciętnego człowieka, i o kilka za mało, żeby on sam odleciał na długo. Odchylił głowę; długie włosy rozsypały mu się na plecach, a on sam przymknął oczy. Był senny, zmęczony i potrzebował odpoczynku, ale nie było na to czasu ani warunków. Nie wierzył w swoje bezpieczeństwo na tyle, by pozwolić sobie zasnąć. Popij winem, wtedy pomoże. Jak zawsze. Posłusznie wlał w siebie to, co zostało, i poczekał, aż ból i zmęczenie ustąpią, zostawiając na ustach paskudnie gorzki posmak chemii i nieco zbyt mocno wirujący obraz. – Kiedyś to przestanie pomagać. Jeszcze działa. – Gdzie jest Lissi? – zaryzykował, choć wiedział doskonale, co usłyszy. Pewnie w jakimś burdelu, jak to dziwka. – Pytam poważnie. Gdzie jest? Moi szpiedzy nic o niej nie wiedzą, choć posłałem czterech. To więcej, niż pilnuje Ksiry. Wiem. Żadna ich ilość nie sprawi, że ją znajdziesz, bo nie jest ci potrzebna. Możesz zająć się dla odmiany Ispis. To byłaby dziewczyna dla ciebie. – To dziewczyna Belzebuba i nie zamierzam tego zmieniać. Jeśli przestanie mnie lubić, to przestanie też udawać, że nie widzi tego, co robię i Lucyfer wpakuje mnie do lochów. Weź jeszcze jedną działkę i sprawdź, czy obaj odgrywają już swoje role. – Nie chcę tego robić. To, co planujesz, nie ma prawa się wydarzyć. Nie zasłużyli. Zasłużą, zobaczysz, synu. Powinieneś pozbyć się tego sumienia, które ostatnio odkopałeś i posprzątałeś. Przeszkadza ci. Na to już nie odpowiedział. Nie planował pozwolić na to wszystko, co miało nadejść. Nie po raz kolejny i nie teraz, gdy wreszcie znał stawkę. Rozłożył jednak proszki i wlepił spojrzenie w blat stołu. W tej chwili nie było go stać na sprzeciw.

Chapter I

In Hell, there were no seasons, no days, no nights. It lacked a sun to mark the cycle typical of human affairs, and despite the passing years, he still hadn't grown used to it. Where he came from, the hour was dictated by the angle of the light. But that place—where he grew up and where he ruled—had been gone for eons. Now, after all those wars, he sat in a cramped office lost in the administrative shuffle of Lucifer’s bureaucracy, smoking yet another cigarette and weighing his next move. For the time being, he was safe here, and for someone like him—if others like him had ever existed—that meant everything.

Tiramis tucked a lock of wheat-colored hair behind his ear and took a long, deep drag. Then, he handed a heavy pouch of gold to a burly man. "Go. Send in My Own," he commanded curtly. He dropped the cigarette butt and crushed it with the toe of his heavy, knee-high combat boot, grinding the black ash into a carpet that had once been quite expensive and fine.

You’re making a mistake. You won't look after your wealth that way.

He heard him clearly, perfectly even; better than when they had last met face to face. If the others could hear him too, things would be much simpler. At the very least, they wouldn’t take him for a madman. Not that he wasn’t—far from it—but the Almighty really was speaking to him. He had been doing it for almost as long as Tiramis had been breathing, with a brief interruption when the Old Man decided to step between them, clad in matter. He wanted to introduce himself to anyone interested, to bring about true war, despair, and chaos. Tiramis couldn’t say he hadn’t helped—he was, after all, his son, the god of memories himself—though that didn’t exactly improve the situation. The Old Man only cared about his own affairs, not about him. The feeling was mutual.

"I’ll survive the loss of a few million. I only need information," he stated icily.

I don’t want to call it stupid, but you have me. I can tell you everything.

"I need facts and confirmation. Not your ramblings," he replied, adjusting the heavy leather jacket on his thin shoulders as he heard the door open again.

Ilustracja koncepcyjna postaci Tiramisa z serii Dzieci Chaosu, autorstwa Elżbiety „Etery” Wancław-Chłopik. Postać siedzi w głębokim, brązowym skórzanym fotelu w pozie dominującej, z szeroko rozstawionymi nogami. Tiramis ma długie, gęste włosy w kolorze dojrzałej pszenicy, które opadają mu na plecy i ramiona. Jego twarz ma drapieżny wyraz: złote, niemal czerwone oczy patrzą z wyższością, a na ustach błąka się lekki uśmiech odsłaniający kły. W kąciku ust trzyma palącego się papierosa. Bohater ubrany jest w czarną, dopasowaną skórzaną kurtkę z ćwiekami na naramiennikach, ciemny t-shirt z nadrukiem czaszki oraz granatowe spodnie wpuszczone w wysokie, czarne glany z licznymi klamrami. Na jego dłoniach widoczne są liczne złote i czarne sygnety. Wokół postaci unoszą się gęste, stylizowane kłęby fioletowego i purpurowego dymu, które kontrastują z tłem. Tło stanowi mroczny gabinet z bogato zdobioną, niebiesko-fioletową tapetą w ornamenty, drewnianą boazerią oraz fragmentem regału z książkami. W prawym dolnym rogu znajduje się sygnatura autorki „ETERA”. Całość utrzymana w estetyce mrocznego fantasy, grimdark i dark academia.

"You’re here at last," he hissed, looking at the men whose appearance was so hauntingly average that remembering their faces seemed an impossible task. "What do you bring me?"

"Cintron is falling," one of them smirked. "The mood is revolutionary. They need only weapons and a leader."

"The demons here are plotting something, but we have yet to determine what," the second one added.

"Princess Ksira has been captured and has fled," the third continued. Tiramis flinched, silencing the others with a sharp gesture of his hand.

"Tell me," he commanded.

"The priestesses of her order seized her and demanded her voluntary abdication from the throne. She escaped, retaining all her rights, but if she does not return soon, they will try her for desertion." The spy straightened up, evidently pleased with himself. He knew that if his master wished to reach for the crown of the Heavens, he was practically handing it to him on a silver platter.

"Where is she?" the god of memories demanded, taking out another cigarette and lighting it with a flame flickering from his fingertip.

"I don't know," the man replied. Tiramis took a long drag and then slowly exhaled the smoke, his red eyes fixed on the man.

"What do you mean, 'you don't know'? I pay you enough that you should know even the color of her underwear," he finally grunted.

"I’m sorry, but she was too fast... We lost her."

"Find her and find out what she intends to do next." He gestured to the first man. "Nothing else concerns me today. As for the two of you..." He trailed off, looking from the second to the third in line. "Pray. Maybe that will save you."

"But I... I brought information," the third one moaned—the one who had spoken of the Sovereign of the Heavens.

"Incomplete. Do you know what I can do with it?"

"No."

"You don't know, because neither do I. I can't help her without data, and I can't attack for the same reason. Everyone, out. Now! And in the future... I want to be informed of such events immediately, even if I haven't summoned you," he growled before they left.Ilustracja przedstawiająca Tiramisa, boga wspomnień, siedzącego w gabinecie. Perspektywa zza pleców dwóch strażników, których ciemne sylwetki z kaburami na broń przy pasach obramowują kadr po lewej i prawej stronie. Tiramis siedzi w oddali na czerwonej, skórzanej kanapie, z jedną nogą założoną na drugą. Ma długie blond włosy, nosi czarną skórzaną kurtkę, naszyjniki i wysokie czarne glany z klamrami sięgające kolan. Jego głowa jest lekko odchylona do tyłu, a wzrok zmęczony. Nad nim i wokół niego unoszą się kłęby fioletowego, eterycznego dymu. W tle za bohaterem znajduje się wysoki regał wypełniony książkami oraz ściana z bogato zdobioną tapetą w niebiesko-fioletowe wzory. Na pierwszym planie widać fragment ciemnego, drewnianego stołu. W prawym dolnym rogu widnieje sygnatura „ETERA”. Styl grafiki to dark fantasy z elementami grimdark i nowoczesnej mafii.

You were right. The queen has been toppled.

"I’m always right. Sometimes just a little too early or too late. She needs help," he replied.

Would you like to send me? Surely you aren't going there yourself, are you?

Tiramis tossed his still-burning cigarette into the corner of the room and poured wine into a glass he had left there earlier.

"I would go, but... I don't know if I should. I have Belzebub and Lucifer in my pocket, exactly as you wanted, but Ksira is something else. I don't want you going there; she has enough problems without you. Belz’s guard, that naive Arod, would be better. He owes me money anyway, so it’s a fair trade. She wouldn't even have to know it was me."

And who else? She’ll figure it out; she’s clever.

He’d prefer she didn’t. He didn't have a good reputation with her—or with anyone, for that matter. It was hard to maintain one while fulfilling the demands of the Almighty, the Prince of Darkness. Tiramis didn't have much of a choice, though, so he at least tried to find some amusement in it. If she didn't know, if his involvement could remain hidden, it would be easier for her to accept the help.

"I’ll send weapons and some boy to Cintron. Will you tell me what the demons are plotting?" he asked, raising the glass to his lips.

No. But they are demons, so likely nothing good. A chuckle.

It was getting harder for him to take another breath. The sickness was acting up again, eating him away piece by piece. He glanced at the closed door, then reached into his pocket for the powders. He carefully divided them into lines and took a scrap of Parchment of Demons, rolling it up to snort what he had prepared. A little high shouldn't interfere with anything.

Does it hurt?

"How did you guess? I’m about to vomit, which hardly befits a ruler," he muttered more to himself than to him, rolling the parchment between his fingers.

Four lines. Roughly enough to kill an average human, and a few too few for him to drift away for long. He tilted his head back; his long hair spilled over his back as he closed his eyes. He was drowsy, exhausted, and needed rest, but there was neither time nor safety for it. He didn't trust his security enough to allow himself to fall asleep.

Wash it down with wine, it’ll help then. Like always.

He obediently gulped down what was left and waited for the pain and fatigue to recede, leaving a foully bitter chemical aftertaste on his lips and a world that spun just a bit too fast.

"One day, this will stop helping."

It’s still working.

"Where is Lissi?" he ventured, though he knew exactly what he would hear.

Probably in some brothel, like the whore she is.

"I’m asking seriously. Where is she? My spies know nothing of her, though I sent four. That’s more than are watching Ksira."

I know. No amount of them will help you find her, because you don’t need her. You could occupy yourself with Ispis for a change. Now, there’s a girl for you.

"She’s Belzebub’s girl, and I don't intend to change that. If he stops liking me, he’ll stop pretending not to see what I’m doing, and Lucifer will throw me into the dungeons."

Take another dose and see if they are both playing their parts yet.

"I don’t want to do this. What you’re planning has no right to happen. They didn’t deserve it."

They will, you’ll see, my son. You should get rid of that conscience you’ve recently dug up and dusted off. It’s getting in your way.

He didn't answer that. He didn't plan to allow everything that was to come. Not again, and not now when he finally knew the stakes. Yet, he laid out the powders and fixed his gaze on the tabletop. At this moment, he couldn't afford to resist.

{ "@context": "https://schema.org", "@graph": [ { "@type": "ComicSeries", "@id": "https://ioctenocte.com/comic/dzieci-chaosu-rozdzial-1-cz-1/#series", "name": "Dzieci Chaosu (Children of Chaos)", "author": { "@type": "Person", "name": "Elżbieta Wancław-Chłopik", "alternateName": "Etera" }, "description": "A dark fantasy universe where ancient gods, demons, and mortals collide in a struggle for power and memory.", "publisher": { "@type": "Organization", "name": "Iocte Nocte" } }, { "@type": "ComicStory", "@id": "https://ioctenocte.com/comic/dzieci-chaosu-rozdzial-1-cz-1/#story", "name": "Chapter I: The God of Memories", "headline": "Children of Chaos - Chapter 1: Tiramis and the Whispers of the Almighty", "abstract": "Tiramis, the god of memories, operates within Lucifer's hellish bureaucracy while battling a terminal illness and the intrusive voice of the Almighty in his mind. As he receives news of Princess Ksira's fall and the rising revolution in Cintron, he prepares a dangerous move to protect his interests and those he cares for.", "description": "The introduction of Tiramis, a weary god clad in leather and combat boots, navigating the corporate-noir landscape of Hell. The story explores his reliance on chemical numbing and his strained relationship with his father, the Almighty, while managing a network of spies and shifting alliances with Beelzebub and Lucifer.", "image": [ "https://ioctenocte.com/wp-content/uploads/2026/03/tiramis-dzieci-chaosu-dark-fantasy-proza-online-etera-scaled.jpg", "https://ioctenocte.com/wp-content/uploads/2026/03/dark-fantasy-books-online-tiramis-etera.jpg" ], "character": [ { "@type": "Person", "name": "Tiramis", "description": "The god of memories, terminally ill, haunted by the voice of the Almighty. He possesses golden-red eyes and wheat-colored hair." }, { "@type": "Person", "name": "The Almighty", "alternateName": "Andrielach", "description": "An omnipresent voice in Tiramis's head, manipulating events for his own amusement." } ], "isPartOf": { "@id": "https://ioctenocte.com/comic/dzieci-chaosu-rozdzial-1-cz-1/#series" } } ] }
April 21, 2026

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

*

*