🇬🇧 🇵🇱

Rozdział V
„Poproszę”

Nie zaczyna się zdania od „a więc”, jak mnie nauczono na szpitalnych lekcjach pana Felistra Macbrücknera.

A więc stało się. Umowa została zawarta, ustnie, bez jakiegokolwiek dowodu mojej głupoty, a pan Asmoday, czy może Asmodeusz jak kazał się mianować, przychodził do mnie, gdy go wołałem i opowiadał o tym, o co prosiłem. Naturalnie nie znał się na wszystkim, a w zasadzie to nawet nie na połowie tego, o czym mówił i o co go pytałem. Czasami odmawiał udzielenia mi odpowiedzi, czasami dla draki kłamał tak długo, aż go na tym nie przyłapałem. To była jedna z jego ulubionych gier, ale uparcie sądził, że mistrzem w niej nie jest on, a niejaki Lewiatan, arcymistrz kłamstwa. Nie poznałem pana Lewiatana przez kolejne stulecia, aż zacząłem pracować dla mojego lorda – i nadal uważam, że pan Asmodeusz jest w tym od niego o wiele, wiele lepszy.

Moje maniery uległy zdecydowanej poprawie, odkąd popadłem w ręce, czy może trafniej, szpony pana Asmodeusza. Zauważyli to wszyscy, szczególnie pokojówka, z którą jako szesnastoletni na ten czas chłopak zdołałem się przespać, co uważałem osobiście za jedno z moich największych wówczas osiągnięć. Teraz mam nieco inną skalę tego, co zrobiłem, a co należało, ale dzisiaj hormony już nie buzują, robiąc własne porządki w moich majtkach.

Mój nauczyciel wyznaczył mi kilka zasad, które spisałem sobie i trzymam się ich po dziś dzień, pomimo tego, że teraz zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, że niektóre były tylko jego kpinami. A przynajmniej miały nimi być – w umiejętnych dłoniach nawet błoto obraca się w drogocenny kruszec.

Zasady te to w kolejności:

1) Nigdy nie trać z ust uśmiechu – szczególnie wtedy, gdy się boisz, albo gdy boli. Ostatecznie tylko bohaterowie giną z uśmiechem na ustach.

2) Nie garb się i nie bądź sztywny, gdy się poruszasz – to wpływa koszmarnie na to, jak postrzegają cię inni, a to, jak patrzą, jest dla wizerunku niezwykle cenne.

3) Nie mów, jakbyś to ty stał wyżej – to nigdy nie pomaga w kontakcie z drugim człowiekiem, nawet jeśli faktycznie tak jest.

4) Bądź zawsze czysty i elegancki – nieważne, czy to środek bitwy, czy popołudniowej herbatki z przyjaciółmi, brudne ubrania mogą zniweczyć więcej, niż się spodziewasz.

5) Zawsze ktoś na ciebie patrzy, w każdej sekundzie – mniej tego świadomość i zachowuj się adekwatnie do tego, jaka jest sytuacja.

6) Zawsze stawiaj na grzeczność i posłuszeństwo – to nigdy nie zawodzi, ludzie ożenią się z grzecznym skurwysynem, oddadzą mu swoje pieniądze i zrobią, co każe, byleby mówił to wszystko odpowiednio uprzejmie i pięknie (pan Asmodeusz tak mówił, więc tak zapisałem, sam powiedziałbym to delikatniej).

7) Milcz, gdy nie masz nic do powiedzenia – milczenie stanowi zdecydowanie ciekawszą rozrywkę od czczej gadaniny.

8) Gdy czegoś chcesz, poproś – nigdy nie żądaj, ale nie mów też, że po prostu chcesz. Żądanie czegokolwiek jest niegrzeczne, chcieć możesz i całe życie, nikogo to nie obchodzi. I nieważne czy wydajesz polecenia, czy może naprawdę prosisz.

9) Nie pozwól, żeby emocje przejęły nad tobą władzę – emocje nie są niczym, co może zaważyć podczas podejmowania twoich decyzji. Wyciągnij wnioski z naszej umowy.

"Nie miałem jej ratować... O to prosiłeś". Zobacz, jak jedno słowo zniszczyło życie 16-letniego Cyrusa.
Ryc 5 Ja w wieku lat szesnastu

Nie było więcej zasad – potem dodałem kilka swoich, ale to, czego się nauczyłem, stanowiło do tego doskonałą podstawę. Stawałem się powoli tym, kim jestem teraz, uczyłem się, jak należy się zachowywać. Nauczyłem się wiązać kokardę przy koszuli z żabotem, nosić odprasowane spodnie oraz sztywne, niewygodne buty z zadartym, błyszczącym noskiem. I znienawidzone przeze mnie białe rękawiczki. Dzięki nim zawsze wiedziałem, czy jest brudno, czy nie.

Nie cierpiałem tego ubrania przez pierwsze trzy miesiące. Dusił mnie żabot, grzały mi się ręce, pociłem się, a na dodatek klamra paska uciskała mój pęcherz, gdy siadałem. Czułem się jak w papierowym opakowaniu. Tylko włosy, które ściąłem przestały mi w końcu wbiegać na twarz.

Wszystko układało się pomyślnie, za wyjątkiem jednego. Mojej matce się nie polepszało. Nie poprawiało się jej ani na moment – w zasadzie to leżała już tylko w łóżku.

Spędziła w nim niemal trzy miesiące, nim pokojówka przyszła do mnie i powiedziała, żebym do niej poszedł. Odchodziła. Nie wiem, co dokładnie powiedziała na koniec, umknęło mi to w gorączce moich myśli. Mówiła coś o tym, że mnie kocha, że już czas i inne tym podobne frazesy. Może powiedziała mi coś niezwykłego, ale nie pamiętam, myślałem tylko o tym, że odchodzi. Dlaczego umiera? Przelatuje mi przez dłonie, gdy próbuję ją unieść, traci oddech. Nie powinna, przecież miałem umowę z panem Asmodeuszem? Gdzie on się podział?!

Pojawił się sam, gdy odeszła… a może przez przypadek go przyzwałem? Chciałem się na niego rzucić, ale byłem tylko anemicznym szesnastolatkiem – miałem instynkt samozachowawczy. Miałem świadomość, że przy nim nie jestem nawet robakiem. Zresztą, nie widziałem go dobrze, łzy rozmazywały mi kształty. Nigdy wcześniej nie byłem tak smutny i nigdy później. Może przez tę chwilę, w której mój kochany lord poprosił mnie w siedzibie Unii, żebym odszedł… właściwie to nie nigdy później. Przy moim doskonałym lordzie moje emocje znów odżywają regularnie, choć niełatwo się do tego przyznać.

– Miałeś ją uratować, obiecałeś… – mówiłem to, co zwykli mówić ludzie w takich sytuacjach. Głupi ludzie nierozumiejący, co robią.

– Nie miałem jej ratować, a jedynie uczynić cię mądrym i bogatym. Nauczyć cię sztuk tajemnych. O to prosiłeś.

Ósma zasada, której nauczyłem się na pamięć, a której nie wykorzystałam, pomimo tego, że mogłem. Nie pomyślałem o tym w swoim nierozsądnym postępowaniu, nawet przez myśl mi nie przeszło, że powiedziałem „chcę”, gdy mówiłem o niej i nie nadmieniłem jej, gdy zapytał, o co proszę. Powiedziałem „chcę”. Moja rozpacz była tym gorsza, podwójna wręcz, ponieważ to ja byłem za to odpowiedzialny. Ja zawiniłem i nikt inny. Ja.

To był powód, dla którego zostałem Yoggottą. Nie miałem nic do zrobienia, tu, gdzie zostałem, nie miałem żadnego celu… i nie chciałem nigdy więcej być po tej stronie umowy.

Oczywiście zajęło mi to sporo czasu, jak każde rozstanie z kimś, kogo się kocha. Dokładnie rok i trzy miesiące. Ale udało mi się. Do niedawna nic nie powodowało we mnie takiego przywiązania jak matka, ta, która umarła – dopóki mój lord nie powiedział, że zostanę przy nim na zawsze, że nie pozwoli mi odejść, bo teraz należę do niego, że nie wypuszcza z rąk swoich zabawek. Dał mi nową nadzieję, że moja egzystencja nie jest skazana na wieczne poszukiwanie kolejnych, nic nieznaczących posiłków, do których najczęściej mówi się „panie”.

 

 

Chapter V “I Should Like to Request” 

One does not begin a sentence with and so — at least, not according to the hospital lessons of Mr. Felister Macbrückner.

And so it happened. The agreement was concluded — orally, without the slightest written evidence of my foolishness — and Mr. Asmoday, or perhaps Asmodeus, as he preferred to be styled, came to me when I called him and spoke of whatever I asked. Naturally, he was not versed in everything; in truth, not even in half of what he discoursed upon or what I inquired after. At times he refused me an answer. At times, for sport, he lied — and lied persistently — until I caught him in it. That was one of his favored games, though he obstinately maintained that he was not its true master, but rather a certain Leviathan, arch-master of falsehood. I did not make Mr. Leviathan’s acquaintance for centuries thereafter, not until I entered the service of my lord — and I remain convinced that Mr. Asmodeus surpasses him in that particular art by a considerable margin.

My manners improved decisively once I fell into the hands — or more aptly, the claws — of Mr. Asmodeus. Everyone noticed. Most especially the maid, with whom, being at that time a sixteen-year-old boy, I managed to pass a night — an accomplishment I regarded then as one of my most distinguished triumphs. I possess now a somewhat altered scale by which I measure what I have done and what ought to have been done, yet in those days my humors were of a far more riotous disposition and insisted upon governing the contents of my undergarments without consultation.

My instructor set before me a number of principles. I wrote them down and have adhered to them to this very day, notwithstanding the fact that I am perfectly aware some were meant as mockery. Or at least were intended as such — though in capable hands even mud may be turned to precious ore.

They were as follows, in proper order:

  1. Never lose the smile from your lips — particularly when you are afraid, or when you are in pain. After all, only heroes die smiling.

  2. Do not stoop, and do not stiffen as you move — it has a dreadful effect upon how others perceive you, and how they look at you is of inestimable value to your image.

  3. Do not speak as though you stand above — it never assists in dealings with another person, even if in fact you do.

  4. Be always clean and elegant — whether in the midst of battle or at afternoon tea among friends; soiled garments may undo more than you anticipate.

  5. Someone is always watching you, every second — bear that in mind and conduct yourself accordingly to the situation at hand.

  6. Always favor courtesy and obedience — it never fails; people will marry a polite bastard, entrust him with their money, and do as he commands, provided he says it all beautifully and with sufficient grace. (Mr. Asmodeus said so; thus I recorded it. I should have phrased it more delicately.)

  7. Remain silent when you have nothing to say — silence is a far more interesting amusement than idle chatter.

  8. When you desire something, ask — never demand, but do not merely say that you want it either. To demand is ill-mannered; one may want for an entire lifetime and no one will be moved in the slightest. And this holds whether you issue orders or truly entreat.

  9. Do not permit emotions to assume dominion over you — they are of no consequence when decisions must be made. Draw conclusions from our agreement.

Smukły, szesnastoletni chłopak o krótkich włosach i melancholijnym spojrzeniu. Ubrany w koszulę z wysokim żabotem i dużą kokardą pod szyją. Surowy, gęsty szkic ołówkiem w klimacie wiktoriańskiego horroru. Fig. 5. Myself at Sixteen Years of Age

There were no further principles. Later I added a few of my own, yet what I had learned formed an excellent foundation. I was becoming, slowly, the man I am now; I was learning how one ought to comport oneself. I learned to tie the bow at a shirt with a jabot, to wear pressed trousers and rigid, uncomfortable shoes with upturned, gleaming toes. And the white gloves — which I detested. Thanks to them I always knew whether something was clean.

I loathed that attire for the first three months. The jabot strangled me, my hands overheated, I perspired, and the buckle of my belt pressed mercilessly against my bladder when I sat. I felt myself encased in paper wrapping. Only the hair I cut ceased, at last, to fall across my face.

All progressed favorably, with one exception. My mother did not improve. Not in the slightest. In truth, she lay in bed and did little else.

She remained there for nearly three months before the maid came to fetch me and told me I should go to her. She was departing. I do not know what precisely she said at the end; it escaped me in the fever of my thoughts. Something about loving me, that it was time, and other such phrases. Perhaps she said something extraordinary. I do not remember. I thought only that she was leaving. Why is she dying? She slips through my hands as I try to lift her; she loses her breath. She should not — had I not an agreement with Mr. Asmodeus? Where had he gone?

He appeared of his own accord once she had gone… or perhaps I summoned him inadvertently. I wished to throw myself at him, but I was merely an anemic boy of sixteen — and possessed of a survival instinct. I was aware that beside him I was not even a worm. In truth, I scarcely saw him; my tears blurred all shapes. I had never before been so sorrowful, nor ever after. Perhaps save for that moment when my beloved lord asked me, in the seat of the Union, to leave him… indeed, not never after. In the presence of my perfect lord my emotions revive with some regularity, though it is not easy to confess as much.

“You were to save her — you promised…” I spoke the words people customarily speak in such moments. Foolish people, who do not comprehend what they are doing.

“I was not to save her. I was to make you wise and wealthy. To teach you the secret arts. That is what you requested.”

The eighth principle — committed faithfully to memory — and yet I did not employ it, though I might have done so. In my unreasoning conduct I did not think of it; it never occurred to me that I had said I want when I spoke of her, and had not mentioned her when he asked what I requested. I said I want. My despair was thereby doubled, for I myself was responsible. I alone was at fault. I.

That was the reason I became Yoggott. I had nothing to do where I remained, no purpose whatsoever… and I did not wish ever again to stand on that side of an agreement.

Naturally it required some time — as does every parting from one whom one loves. Precisely one year and three months. But I succeeded. Until recently nothing inspired in me such attachment as my mother — she who died — until my lord declared that I should remain with him forever, that he would not permit me to depart, for I now belonged to him, and he does not release his toys from his grasp. He granted me new hope that my existence is not condemned to an eternal search for successive, insignificant meals to whom one most often says “sir.”

Rozdział V „Poproszę”

  Nie zaczyna się zdania od „a więc”, jak mnie nauczono na szpitalnych lekcjach pana Felistra Macbrücknera. A więc stało się. Umowa została zawarta, ustnie, bez jakiegokolwiek dowodu mojej głupoty, a pan Asmoday, czy może Asmodeusz jak kazał się mianować, przychodził do mnie, gdy go wołałem i opowiadał o tym, o co prosiłem. Naturalnie nie znał się na wszystkim, a w zasadzie to nawet nie na połowie tego, o czym mówił i o co go pytałem. Czasami odmawiał udzielenia mi odpowiedzi, czasami dla draki kłamał tak długo, aż go na tym nie przyłapałem. To była jedna z jego ulubionych gier, ale uparcie sądził, że mistrzem w niej nie jest on, a niejaki Lewiatan, arcymistrz kłamstwa. Nie poznałem pana Lewiatana przez kolejne stulecia, aż zacząłem pracować dla mojego lorda – i nadal uważam, że pan Asmodeusz jest w tym od niego o wiele, wiele lepszy. Moje maniery uległy zdecydowanej poprawie, odkąd popadłem w ręce, czy może trafniej, szpony pana Asmodeusza. Zauważyli to wszyscy, szczególnie pokojówka, z którą jako szesnastoletni na ten czas chłopak zdołałem się przespać, co uważałem osobiście za jedno z moich największych wówczas osiągnięć. Teraz mam nieco inną skalę tego, co zrobiłem, a co należało, ale dzisiaj hormony już nie buzują, robiąc własne porządki w moich majtkach. Mój nauczyciel wyznaczył mi kilka zasad, które spisałem sobie i trzymam się ich po dziś dzień, pomimo tego, że teraz zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, że niektóre były tylko jego kpinami. A przynajmniej miały nimi być – w umiejętnych dłoniach nawet błoto obraca się w drogocenny kruszec. Zasady te to w kolejności: 1) Nigdy nie trać z ust uśmiechu – szczególnie wtedy, gdy się boisz, albo gdy boli. Ostatecznie tylko bohaterowie giną z uśmiechem na ustach. 2) Nie garb się i nie bądź sztywny, gdy się poruszasz – to wpływa koszmarnie na to, jak postrzegają cię inni, a to, jak patrzą, jest dla wizerunku niezwykle cenne. 3) Nie mów, jakbyś to ty stał wyżej – to nigdy nie pomaga w kontakcie z drugim człowiekiem, nawet jeśli faktycznie tak jest. 4) Bądź zawsze czysty i elegancki – nieważne, czy to środek bitwy, czy popołudniowej herbatki z przyjaciółmi, brudne ubrania mogą zniweczyć więcej, niż się spodziewasz. 5) Zawsze ktoś na ciebie patrzy, w każdej sekundzie – mniej tego świadomość i zachowuj się adekwatnie do tego, jaka jest sytuacja. 6) Zawsze stawiaj na grzeczność i posłuszeństwo – to nigdy nie zawodzi, ludzie ożenią się z grzecznym skurwysynem, oddadzą mu swoje pieniądze i zrobią, co każe, byleby mówił to wszystko odpowiednio uprzejmie i pięknie (pan Asmodeusz tak mówił, więc tak zapisałem, sam powiedziałbym to delikatniej). 7) Milcz, gdy nie masz nic do powiedzenia – milczenie stanowi zdecydowanie ciekawszą rozrywkę od czczej gadaniny. 8) Gdy czegoś chcesz, poproś – nigdy nie żądaj, ale nie mów też, że po prostu chcesz. Żądanie czegokolwiek jest niegrzeczne, chcieć możesz i całe życie, nikogo to nie obchodzi. I nieważne czy wydajesz polecenia, czy może naprawdę prosisz. 9) Nie pozwól, żeby emocje przejęły nad tobą władzę – emocje nie są niczym, co może zaważyć podczas podejmowania twoich decyzji. Wyciągnij wnioski z naszej umowy. [caption id="attachment_3806" align="aligncenter" width="188"]"Nie miałem jej ratować... O to prosiłeś". Zobacz, jak jedno słowo zniszczyło życie 16-letniego Cyrusa. Ryc 5 Ja w wieku lat szesnastu[/caption] Nie było więcej zasad – potem dodałem kilka swoich, ale to, czego się nauczyłem, stanowiło do tego doskonałą podstawę. Stawałem się powoli tym, kim jestem teraz, uczyłem się, jak należy się zachowywać. Nauczyłem się wiązać kokardę przy koszuli z żabotem, nosić odprasowane spodnie oraz sztywne, niewygodne buty z zadartym, błyszczącym noskiem. I znienawidzone przeze mnie białe rękawiczki. Dzięki nim zawsze wiedziałem, czy jest brudno, czy nie. Nie cierpiałem tego ubrania przez pierwsze trzy miesiące. Dusił mnie żabot, grzały mi się ręce, pociłem się, a na dodatek klamra paska uciskała mój pęcherz, gdy siadałem. Czułem się jak w papierowym opakowaniu. Tylko włosy, które ściąłem przestały mi w końcu wbiegać na twarz. Wszystko układało się pomyślnie, za wyjątkiem jednego. Mojej matce się nie polepszało. Nie poprawiało się jej ani na moment – w zasadzie to leżała już tylko w łóżku. Spędziła w nim niemal trzy miesiące, nim pokojówka przyszła do mnie i powiedziała, żebym do niej poszedł. Odchodziła. Nie wiem, co dokładnie powiedziała na koniec, umknęło mi to w gorączce moich myśli. Mówiła coś o tym, że mnie kocha, że już czas i inne tym podobne frazesy. Może powiedziała mi coś niezwykłego, ale nie pamiętam, myślałem tylko o tym, że odchodzi. Dlaczego umiera? Przelatuje mi przez dłonie, gdy próbuję ją unieść, traci oddech. Nie powinna, przecież miałem umowę z panem Asmodeuszem? Gdzie on się podział?! Pojawił się sam, gdy odeszła… a może przez przypadek go przyzwałem? Chciałem się na niego rzucić, ale byłem tylko anemicznym szesnastolatkiem - miałem instynkt samozachowawczy. Miałem świadomość, że przy nim nie jestem nawet robakiem. Zresztą, nie widziałem go dobrze, łzy rozmazywały mi kształty. Nigdy wcześniej nie byłem tak smutny i nigdy później. Może przez tę chwilę, w której mój kochany lord poprosił mnie w siedzibie Unii, żebym odszedł… właściwie to nie nigdy później. Przy moim doskonałym lordzie moje emocje znów odżywają regularnie, choć niełatwo się do tego przyznać. - Miałeś ją uratować, obiecałeś… - mówiłem to, co zwykli mówić ludzie w takich sytuacjach. Głupi ludzie nierozumiejący, co robią. - Nie miałem jej ratować, a jedynie uczynić cię mądrym i bogatym. Nauczyć cię sztuk tajemnych. O to prosiłeś. Ósma zasada, której nauczyłem się na pamięć, a której nie wykorzystałam, pomimo tego, że mogłem. Nie pomyślałem o tym w swoim nierozsądnym postępowaniu, nawet przez myśl mi nie przeszło, że powiedziałem „chcę”, gdy mówiłem o niej i nie nadmieniłem jej, gdy zapytał, o co proszę. Powiedziałem „chcę”. Moja rozpacz była tym gorsza, podwójna wręcz, ponieważ to ja byłem za to odpowiedzialny. Ja zawiniłem i nikt inny. Ja. To był powód, dla którego zostałem Yoggottą. Nie miałem nic do zrobienia, tu, gdzie zostałem, nie miałem żadnego celu… i nie chciałem nigdy więcej być po tej stronie umowy. Oczywiście zajęło mi to sporo czasu, jak każde rozstanie z kimś, kogo się kocha. Dokładnie rok i trzy miesiące. Ale udało mi się. Do niedawna nic nie powodowało we mnie takiego przywiązania jak matka, ta, która umarła - dopóki mój lord nie powiedział, że zostanę przy nim na zawsze, że nie pozwoli mi odejść, bo teraz należę do niego, że nie wypuszcza z rąk swoich zabawek. Dał mi nową nadzieję, że moja egzystencja nie jest skazana na wieczne poszukiwanie kolejnych, nic nieznaczących posiłków, do których najczęściej mówi się „panie”.  

Chapter V “I Should Like to Request” 

One does not begin a sentence with and so — at least, not according to the hospital lessons of Mr. Felister Macbrückner.

And so it happened. The agreement was concluded — orally, without the slightest written evidence of my foolishness — and Mr. Asmoday, or perhaps Asmodeus, as he preferred to be styled, came to me when I called him and spoke of whatever I asked. Naturally, he was not versed in everything; in truth, not even in half of what he discoursed upon or what I inquired after. At times he refused me an answer. At times, for sport, he lied — and lied persistently — until I caught him in it. That was one of his favored games, though he obstinately maintained that he was not its true master, but rather a certain Leviathan, arch-master of falsehood. I did not make Mr. Leviathan’s acquaintance for centuries thereafter, not until I entered the service of my lord — and I remain convinced that Mr. Asmodeus surpasses him in that particular art by a considerable margin.

My manners improved decisively once I fell into the hands — or more aptly, the claws — of Mr. Asmodeus. Everyone noticed. Most especially the maid, with whom, being at that time a sixteen-year-old boy, I managed to pass a night — an accomplishment I regarded then as one of my most distinguished triumphs. I possess now a somewhat altered scale by which I measure what I have done and what ought to have been done, yet in those days my humors were of a far more riotous disposition and insisted upon governing the contents of my undergarments without consultation.

My instructor set before me a number of principles. I wrote them down and have adhered to them to this very day, notwithstanding the fact that I am perfectly aware some were meant as mockery. Or at least were intended as such — though in capable hands even mud may be turned to precious ore.

They were as follows, in proper order:

  1. Never lose the smile from your lips — particularly when you are afraid, or when you are in pain. After all, only heroes die smiling.
  2. Do not stoop, and do not stiffen as you move — it has a dreadful effect upon how others perceive you, and how they look at you is of inestimable value to your image.
  3. Do not speak as though you stand above — it never assists in dealings with another person, even if in fact you do.
  4. Be always clean and elegant — whether in the midst of battle or at afternoon tea among friends; soiled garments may undo more than you anticipate.
  5. Someone is always watching you, every second — bear that in mind and conduct yourself accordingly to the situation at hand.
  6. Always favor courtesy and obedience — it never fails; people will marry a polite bastard, entrust him with their money, and do as he commands, provided he says it all beautifully and with sufficient grace. (Mr. Asmodeus said so; thus I recorded it. I should have phrased it more delicately.)
  7. Remain silent when you have nothing to say — silence is a far more interesting amusement than idle chatter.
  8. When you desire something, ask — never demand, but do not merely say that you want it either. To demand is ill-mannered; one may want for an entire lifetime and no one will be moved in the slightest. And this holds whether you issue orders or truly entreat.
  9. Do not permit emotions to assume dominion over you — they are of no consequence when decisions must be made. Draw conclusions from our agreement.Smukły, szesnastoletni chłopak o krótkich włosach i melancholijnym spojrzeniu. Ubrany w koszulę z wysokim żabotem i dużą kokardą pod szyją. Surowy, gęsty szkic ołówkiem w klimacie wiktoriańskiego horroru. Fig. 5. Myself at Sixteen Years of Age

There were no further principles. Later I added a few of my own, yet what I had learned formed an excellent foundation. I was becoming, slowly, the man I am now; I was learning how one ought to comport oneself. I learned to tie the bow at a shirt with a jabot, to wear pressed trousers and rigid, uncomfortable shoes with upturned, gleaming toes. And the white gloves — which I detested. Thanks to them I always knew whether something was clean.

I loathed that attire for the first three months. The jabot strangled me, my hands overheated, I perspired, and the buckle of my belt pressed mercilessly against my bladder when I sat. I felt myself encased in paper wrapping. Only the hair I cut ceased, at last, to fall across my face.

All progressed favorably, with one exception. My mother did not improve. Not in the slightest. In truth, she lay in bed and did little else.

She remained there for nearly three months before the maid came to fetch me and told me I should go to her. She was departing. I do not know what precisely she said at the end; it escaped me in the fever of my thoughts. Something about loving me, that it was time, and other such phrases. Perhaps she said something extraordinary. I do not remember. I thought only that she was leaving. Why is she dying? She slips through my hands as I try to lift her; she loses her breath. She should not — had I not an agreement with Mr. Asmodeus? Where had he gone?

He appeared of his own accord once she had gone… or perhaps I summoned him inadvertently. I wished to throw myself at him, but I was merely an anemic boy of sixteen — and possessed of a survival instinct. I was aware that beside him I was not even a worm. In truth, I scarcely saw him; my tears blurred all shapes. I had never before been so sorrowful, nor ever after. Perhaps save for that moment when my beloved lord asked me, in the seat of the Union, to leave him… indeed, not never after. In the presence of my perfect lord my emotions revive with some regularity, though it is not easy to confess as much.

“You were to save her — you promised…” I spoke the words people customarily speak in such moments. Foolish people, who do not comprehend what they are doing.

“I was not to save her. I was to make you wise and wealthy. To teach you the secret arts. That is what you requested.”

The eighth principle — committed faithfully to memory — and yet I did not employ it, though I might have done so. In my unreasoning conduct I did not think of it; it never occurred to me that I had said I want when I spoke of her, and had not mentioned her when he asked what I requested. I said I want. My despair was thereby doubled, for I myself was responsible. I alone was at fault. I.

That was the reason I became Yoggott. I had nothing to do where I remained, no purpose whatsoever… and I did not wish ever again to stand on that side of an agreement.

Naturally it required some time — as does every parting from one whom one loves. Precisely one year and three months. But I succeeded. Until recently nothing inspired in me such attachment as my mother — she who died — until my lord declared that I should remain with him forever, that he would not permit me to depart, for I now belonged to him, and he does not release his toys from his grasp. He granted me new hope that my existence is not condemned to an eternal search for successive, insignificant meals to whom one most often says “sir.”

{ "@context": "https://schema.org", "@graph": [ { "@type": "CreativeWork", "@id": "https://ioctenocte.com/comic/yoggotta-rozdzial-5-poprosze/#creativework", "name": "Yoggotta - Chapter V: I Should Like to Request", "headline": "Yoggotta - Chapter V: I Should Like to Request", "abstract": "The formative chapter of Kodar's life. Under the tutelage of Asmodeus, the sixteen-year-old protagonist learns the art of etiquette, manipulation, and emotional detachment. The chapter details the tragic death of Kodar's mother and the bitter lesson about the precision of language in demonic contracts.", "description": "Kodar masters the 9 Principles of Asmodeus, which become the foundation of his existence as a Yoggotta. A study of maturity through tragedy—from youthful triumphs to the ultimate realization of a flawed pact. Features a Victorian-style portrait of Kodar at sixteen.", "creator": { "@type": "Person", "name": "Elżbieta Wancław-Chłopik", "alternateName": "Etera" }, "publisher": { "@type": "Organization", "name": "Iocte Nocte", "url": "https://ioctenocte.com" }, "genre": [ "Dark Fantasy", "Gothic Horror", "Occult Fiction" ], "inLanguage": "en-US", "image": "https://ioctenocte.com/wp-content/uploads/2026/03/yoggotta-rozdzial-5-kodar-szesnascie-lat-mroczna-proza-online-horror.jpg.jpg" }, { "@type": "Series", "name": "Yoggotta", "author": { "@type": "Person", "name": "Elżbieta Wancław-Chłopik", "alternateName": "Etera" }, "url": "https://ioctenocte.com/comic/yoggotta-rozdzial-5-poprosze/" } ] }

April 13, 2026

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

*

*